Z wizytą w SPLOT (cie)

Udostępnij

W modernistycznym wnętrzu, w sąsiedztwie Łazienek Królewskich, unosi się delikatny zapach wełny. Zawieszone na różnych wysokościach kilimy zostały utkane z niezwykłą starannością. Ich miękkie przejścia barw i rytmiczne, geometryczne wzory z wyczuciem splatają dawne techniki tkackie z nowoczesnym językiem form. Tak powstają tkaniny, które dekorują, wnosząc do przestrzeni lokalną tradycję.

W epoce szybkiej produkcji ręczne tkanie nabiera szczególnej wartości. To praca, która zyskuje indywidualny charakter. Jak mówią “Nie ma dwóch identycznych tkanin, tak jak nie ma dwóch jednakowych bochenków chleba”.

Zapraszam Was dzisiaj do świata SPLOT-u, gdzie Kilim wprowadza do wnętrza nutę rzemieślniczej szczerości. W rozmowie z Przemkiem Cepakiem założycielem marki,  rozmawialiśmy o tradycji kilimów, o cyklach modowych,  powrocie do tradycji, ale i o nowym spojrzeniu, młodych artystach,i o przewietrzeniu dyscypliny.

Agnieszka: Pamiętam, obok Oranżerii w Łazienkach Królewskich, był kiedyś zakład tkacki ŁAD. Lata temu pisałam o nim artykuł. To było tak smutne, piękne miejsce, stare, krosna, których nikt nie chciał uratować.

Przemek: To było za wcześnie. Tak, dzisiaj to już nie jest obciach, cykle modowe się zmieniają. Dorosłe dzieciaki, kwychowane w latach 90-tych, czyli już w dobrobycie (powiedzmy), są z tym już bardziej oswojone, ludzie mają mniej kompleksów.

Agnieszka: Skąd są Twoi Klienci?

Przemek: Z Belgii albo z Holandii. To są Państwa, które cenią sobie tkaninę, tapicernię. Belgowie zwłaszcza. To są kraje, gdzie się to docenia. Ale również Polacy! Polska jest dwudziestą, największą gospodarką świata. My cały czas myślimy, że jest Warszawa, ale jest cała Polska, polskie wsie. Tam są biznesy i możliwości.  

Najwięcej sprzedaję na Starym Mokotowie. To jest najlepszy rynek w Polsce na design (śmiech). Lubię poznać ludzi, którym sprzedaję swoje kilimy. Mam specjalne worki, w które zawijam kilimy, idę Skarpą na górę, dzwonię i mówię: „Dzień dobry, dostawa kilimów”. Rozmawiam z ludźmi, patrzę na wnętrza, słucham historii. Mam wtedy kontakt z osobami, wiem czego szukają. Na koniec dnia, mówię sobie: „Masz fajną robotę”!

Oprócz Klientów indywidualnych, coraz częściej zgłaszają się do mnie architekci i architektki.

Agnieszka: To jest fajne, oni proponują kilimy swoim klientom, na etapie projektu.

Przemek: Wśród architektów i architektek zwiększyła się bardzo mocno świadomość samego produktu, jakim jest kilim. Ale nadal będę pracował, żeby pogłębić wiedzę praktyczną, którą architekci mogą wykorzystać przy użyciu tkanin w projekcie.

To są czasami proste pytania: jak to się konserwuje? jakie są normy PPOŻ jak to się mocuje? czy mogą położyć na ziemi? Czasami podrzucam jeszcze inne możliwości zastosowania tych tkanin. Przez to, że te tkaniny były długo nieobecne. Ta wiedza umknęła, także dzisiaj dużą robotą dla mnie do wykonania jest popularyzacja i edukacja.

Taka tkanina daje fantastyczne możliwości we wnętrzu. Co już dzisiaj rzadko się zdarza – pierwiastek lokalności. To jest tak polska rzecz, że projektując wnętrze, odwołujemy się do subtelnie lokalności. Nawet nowoczesny kilim, obecny we wnętrzu będzie puszczał oczko i mówił „Polska” ale nie machał flagą.

Agnieszka: To są wzory powtarzane, które czerpiecie z tradycyjnych kilimów? 

Przemek: Co to znaczy tradycyjny? Naszą tradycją w Polsce jest awangarda. To np. jest wzór (Przemek kładzie kilim na stole), który zaprojektowała (Zofia) Stryjeńska w latach 20-tych. On w jakiś sposób nawiązuje do ludowości, ale to jest ludowość wymyślona przez panią z dużego miasta, która obracała się w kręgach warszawskiej bohemy. Opiera się na modernistycznych rytmach. Mamy też nowoczesne rzeczy, które trochę odwołują się do starego wzoru, ale szatkują go.

Agnieszka: Widziałam, że pracujecie z Edgarem Bąkiem z Zosią Strumiłło, której praca była w Brukseli.

Przemek: Tak, a ten tutaj zaprojektowała Antonina Turnau-Kondratowa, która projektuje ubrania, ale dla nas zaprojektowała kilim „Miasto”. To jest ważne, żeby nie tylko brać wzory historyczne, ale też rozwijać nowoczesne wzornictwo, żeby pokazać, że to rzemiosło żyje, że to nie jest skansen.

Agnieszka: dzieje się tak również dlatego, że zapraszacie do współpracy artystów, grafików, którzy mają nowe spojrzenie, otwarte głowy.

Przemek: Czasami lubimy przewietrzyć tę dyscyplinę (śmiech). Na jesień będziemy mieć też nowe wzory. Na pewno będziemy pokazywać nowe kilimy i Edgara Bąka i Dominiki Krogulskiej, która zaprojektowała „Wacława” – kilim, który był ostatnio pokazywany w związku z polską prezydencją w UE, w Brukseli. A tutaj jest „Weranda” Zosi Strumiłło.

Tu jest kilim wesoły, który wyciągnęliśmy z archiwum. Danuta Paprowicz-Michno, która stoi za tym projektem, zaczynała swoją pracę projektantki w latach 50-tych, w drugiej połowie. To jest projekt, który musiała mieć w szufladzie. Nawiązanie do Calder (Alexander). Fascynacja światem mikroskopowym, dużo organicznych kształtów, wesołych mikrobów.

Odkrywanie tych starych projektów, odszukiwanie jest to po to, żeby pokazać, że mamy dobre praktyki. To są klasyki designu, które mamy w swoim dorobku. Trochę jest tak, że „cudze chwalicie, a swego nie znacie”. Kiedy była wystawa w Łodzi o kilimach, ludzie byli oszołomieni, nie wiedzieli, że ten kontynent istnieje.  

Agnieszka: Powiedz o samym wykonaniu. Macie różne Panie, które Wam to wykonują. Czy to jest łatwe?

Przemek: Nie! To nie jest łatwa rzecz.

Agnieszka: Pamiętam, kiedy rozmawiałam z Paniami w ŁAD-zie (w Łazienkach Królewskich), mówiły mi, że nie ma „rąk”, że wraz z ich pokoleniem to wszystko odchodzi.

Przemek: My już kształcimy nowe pokolenie.

Agnieszka: To jest super!

Przemek: Nie każdy ma predyspozycje. Trzeba mieć cierpliwość. Dziennie można utkać 8 cm takiego kilimu. To jest układanie nitki, po nitce. Każda z tych niteczek jest ułożona ręcznie, pojedynczo. Tutaj jest wzór linearny. Każda zmiana kolorów w jednym rzędzie, to jest zawsze dodatkowa praca i większe skomplikowanie. Jest to bardzo pracochłonna rzecz.

Mamy dwa miejsca, w których tkamy. W Bobowej, koło Krakowa i Glinianach, koło Lwowa. W Bobowej współpracujemy z osobami, które pracowały wcześniej w Spółdzielni, która później zaczęła się rozpadać. Z czasem ludzie się rozpierzchli. Jak pojawiły się nasze zamówienia, ludzie zaczęli wracać. Okazało się ostatnio, że synowa naszej najlepszej tkaczki ma wielki dryg i zaczęła się uczyć. Ciekawe, że jest to praca mistrzyni i uczennicy, że jest to rodzinne, międzypokoleniowe, i że ktoś widzi w tym atrakcyjną formę zarobkowania. Kiedy mieszkasz na wsi, kobietom jest trudniej o pracę, mają ograniczone możliwości wyjścia z domu. W ten sposób można pracować u siebie, w godzinach, które pasują.

Agnieszka: Ile lat zajmujesz się kilimem?

Przemek: To już 5 lat. Na początku chodziło mi o ładne tkaniny, a im dalej w ten las szedłem, tym więcej drzew widziałem. Zaczęły się roztaczać nowe horyzonty, perspektywy, nie tylko estetyczna, ale i historyczna, społeczna. Tkanina – jeden obiekt może otworzyć różne ciekawe wątki.

Agnieszka: Jak to się zaczęło?

Przemek: Nie było gromu z jasnego nieba, nie spadłem z konia i nie zobaczyłem światła (śmiech). Zawsze lubiłem tkaniny. Jestem po kulturoznawstwie. Wcześniej miałem stanowiska operacyjne, nauczyłem się dużej sprawczości. Wiedziałem, że wszystko jest możliwe.

Agnieszka: Znalazłeś świetną drogę, pokazującą, że jest na to dzisiaj czas, ludzie są coraz bardziej świadomi, jest powrót do rękodzieła, docenienia czasu i wykonania.

Przemek: Praca ręczna i rzemieślnicza to jest prawdziwy luksus. Całą resztę może Ci dostarczyć dron w 5 minut. I to jest największy luksus, że ktoś siedzi i przez 3-4 miesiące, ktoś wykonuje tę pracę dla Ciebie. Nawet jeśli masz ten sam wzór, to one zawsze będą się czymś różniły.  Kilim jest reprodukcyjną techniką. Oryginalny jest zawsze projekt. Każdy kilim jest wykonaniem tego projektu.

Krosno jest de facto pierwszym komputerem. Ma zasadę binarną. W komputerze wszystko jest kodowane przez zera i jedynki. Na krośnie masz osnowę i wątek. Zależy którą stroną przeplatasz. Język jest jak piksele.

Agnieszka: Czy Panie mają swoje specjalizacje?

Przemek: Tak, wiem, komu mogę powierzyć konkretne zadanie i kto najlepiej wykona dany wzór. Kilim rządzi się własną technologią. Współpraca z rzemieślnikami, poza strukturą korporacyjną, jest znacznie bardziej ludzka. Na przykład wiem, że z tym wzorem warto poczekać, aż Agata będzie miała czas, bo lubi właśnie ten motyw. Dzięki temu praca staje się bardziej organiczna, naturalna. Teraz zaczęliśmy też sami prząść wełnę. Dziewczyny z Bobowej przędzą ręcznie na kołowrotkach, także jest to ze wszechmiar rzemieśliczy produkt.

Agnieszka: Ile czasu jest potrzebne, żeby wykonać kilim? Rozumiem, że to zależy od wielkości.  

Przemek: I wzoru. Generalnie metr kwadratowy to około tydzień pracy. Mamy też kilim, który pokazywaliśmy w Mediolanie, to było 6 tygodni pracy. Wielki kilim: 3m długości, 1,8m szerokości.

Agnieszka: Co myślisz o Mediolanie?

Przemek: U mnie to zawsze długo trwa. Do mnie ludzie wracają po roku, 2 latach. To jest normalne. To jest poważny zakup, to jest tkanina, która zostaje na lata i która definiuje wnętrze. Trzeba przemyśleć z czymś się czujemy dobrze.

Często doradzam Klientom, przyjeżdżając do nich do miejsce. Proponuję przełamać wnętrze kilimem. Proszę rozważyć, jedną rzecz, która będzie trochę gościem z kosmosu. Wg. zasady „dziwnej lampy”, która robi efekt „wow”. Ludzie obawiają się, że trzeba mieć wysokie ściany, żeby powiesić kilim. Wcale nie, ja mam u siebie i on często powiększa przestrzeń. Oszukujemy nasz mózg w ten sposób. O! skoro taki kilim się tutaj mieści, to znaczy, że to jest duże wnętrze. Najgorsze, co możemy zrobić, to w małym pomieszczeniu powiesić dużo, małych rzeczy.

Agnieszka: Kiedyś kilimy, po prostu były. Dzisiaj jest ich duża większa świadomość, uważność na to jaki kilim, gdzie wieszamy.

Przemek: Nasz stosunek do wnętrz się zmienił. Dużo ludzi stać na dużo rzeczy, ale lubimy się odróżniać wyjątkowymi przedmiotami. Zawsze warto wybierać rzeczy, które są unikatowe, mniej powtarzalne, żeby stworzyć charakter miejsca, które będzie Twoje. Taki właśnie jest kilim.

Cieszę się, że powstają też nowe miejsca, nowe inicjatywy. Razem z Przemkiem mówiliśmy, że obok, kamienia, szkła, drewna, metalu, możemy odważnie grać i wybierać świadomie do wnętrza wełnę. 

Bardzo dziękuję za rozmowę. Czekamy na jesień, na nowe projekty! Zapraszamy do pracowni przy ul Belwederskiej 36/38D. Tel.: +48 603 994 187

Powiązane wpisy

Brak wpisów